169


Witam Was cieplutko w miesiącu listopadzie, którego proszę o łaskawość i uraczenie nas przyzwoitą pogodą i przyjemnymi temperaturami-będziemy wdzięczni, prawda?
Bez zbędnych wstępów zapraszam na październikowe podsumowanie :)


#Kultura



"Księga kodów podświadomości"


Receptą na stuprocentowe wykorzystanie potencjału tej książki jest umiejętność wybrania tylko tego, co dla nas istotne i przymknięcie oczu na resztę, z którą nie do końca jesteśmy zgodni. Beata Pawlikowska w "Księdze kodów podświadomości" przedstawia całe swoje spojrzenie na otaczający nas świat, które w pewnych momentach prezentuje się dość radykalnie. Dlatego też oddzielam to, co ma mi pomóc w procesie samopoznania od całej reszty, która niekoniecznie do mnie przemawia i korzystam z doświadczeń autorki jak tylko się da. Każdemu bardzo polecam lekturę tego poradnika i myślę, że gdyby każdy obywatel naszego kraju zechciał ją przeczytać, przestaliby nas dziwić uśmiechnięci ludzie i nagle okazałoby się, że wielu z nas może być szczęśliwymi każdego dnia, jeśli tylko sobie sami na to pozwolimy.



"Ja,diablica"
I pomyśleć, że jedno błahe zabójstwo niemalże rozpętało trzecią wojnę światową... Azazel wraz ze swym kompanem Belethem z całą pewnością nie przewidzieli, że werbując Weronikę do sprawowania urzędu diablicy w Niższej Arkadii wywołają taki ogrom szkód. Niewielki zamęt, zamieszanie i odwołanie Szatana ze swej dotychczasowej pozycji-owszem, ale bez przesady...

Historia młodej mieszkanki Warszawy, którą po śmierci spotyka zaszczytna funkcja drugiej diablicy, tuż obok Kleopatry, w całym piekielnym społeczeństwie jest co prawda dość innowacyjną i intrygującą ideą, lecz poprowadzenie akcji mogło(w moim odczuciu) doczekać się nieco lepszego wykonania. Kilkakrotnie zadziwiły mnie infantylne zachowania bohaterów, kręciłam również głową z niedowierzaniem, kiedy to Wiktoria stworzyła sobie "bezkaloryczne śniadanie" twierdząc, że skoro "za życia o to nie dbała, to chociaż po śmierci może". Cóż, może po prostu mam inne zdanie na pewne tematy...
Na samym początku lektury rzuciło mi się w oczy imię jednej z głównych postaci-Azazel, z którym spotkałam się już wcześniej w wybitnym dziele Bułhakowa. I nie pomyliłam się stwierdzając, że autorka czerpała z niego inspirację, gdyż kilka rozdziałów później Wiki nazywa swego kocura imieniem uroczego kota Behemota oraz ma okazję uczestniczyć w balu u szatana, dokładnie jak w "Mistrzu i Małgorzacie". Na całe szczęście przynajmniej tego nie ukrywa i otwarcie zauważa w swej powieści powyższe powiązania.

Podsumowując-specjalnie dużego uznania ten tytuł nie uzyskał w moim przypadku, aczkolwiek powieść przeczytałam dość szybko, bo została napisana przyzwoitym,łatwym do przyswojenia językiem. Raziły mnie odrobinę przekleństwa, które moim zdaniem w kilku przypadkach można było zastąpić innymi sformułowaniami. Muszę też wspomnieć coś o samej wizji piekła jako coś równoległego, bądź nawet lepszego od nieba i założeniu, że to my sami będziemy wybierać sobie miejsce, w którym zechcemy spędzić swój byt pośmiertny. W każdym razie, traktuję to jako czystą fikcję literacką, nic więcej. :)

"Zapasy z życiem"
Krótka opowieść o sile wiary w ludzkie możliwości. 

„- (...) Celem nie jest koniec drogi, tylko posuwanie się naprzód. 
- Właśnie, nie chcę triumfować, chcę żyć. 
- Jasne. Życie nie jest ani grą, ani meczem, bo gdyby tak było, byliby tacy, co wygrali.”






"Na południe od granicy, na zachód od słońca" -moja opinia TUTAJ

Prasa: "Charaktery"  "Polityka" i "Wysokie obcasy"

Obejrzałam dwa filmy-więc w porównaniu do września poczyniłam postępy :D

"Potop" - nie z własnej woli, aczkolwiek bez sprzeciwu(no, prawie, ale jedynie wobec tego, iż produkcja trwa całe cztery godziny, a ja nie dysponowałam zbyt dużą ilością czasu). Kochana Pani zleciła nam obejrzenie ekranizacji zamiast męczenie się z lekturą. Daniel Olbrychski w roli Kmicica jest naprawdę genialny! Film ten postał w 1974, a jak na tamtejsze(polskie) standardy jest wyjątkowo dobry, więc naprawdę warto go obejrzeć, zwłaszcza jeśli ktoś nie miał styczności z lekturą-takie historie po prostu wypada znać.




Niezwykle szczery i bezpośredni. Momentami wręcz dobijająco prawdziwy. Historia wyjęta wprost z polskich realiów, co przeraża mnie najbardziej. Nie wyobrażam sobie takiego życia, wciąż zadaję sobie pytanie jak wiele człowiek może przetrwać i jak udało się to bohaterce filmu. Tak więc za fabułę "Dzień kobiet" otrzymuje ode mnie ogromny plus, natomiast realizacja miejscami pozostawia wiele do życzenia, ale to akurat nic dziwnego biorąc pod uwagę dzisiejszą polską kinematografię.






#Muzyka

Otóż muzyka zaczyna nabierać dla mnie naprawdę sporego znaczenia-poznaję ją i chłonę całą sobą. Mój ipod jest już zapełniony praktycznie do granic możliwości, podczas gdy wcześniej świecił pustkami. W ostatnim czasie wgrałam calutki soundtrack Glee, nową płytę The Neighbourhood, Arctic Monkeys, Kings of leon i Radiohead.
A ogólna historia wg. last.fm rysuje się tak:





















Jak widać "Creep" wciąż króluje, wohoo, guess why.

#Samorozwój


Mój motyw przewodni w ostatnim czasie. 
A poza tym-zmieniam się bardzo, naprawdę.
Wreszcie przestaję czuć się jak przestraszona wszystkim wokół dziewczynka, a trochę bardziej jak dorastająca kobieta, jakkolwiek to brzmi. 
I pomimo wielu wahań, wielu obaw, niepewności, strachów i nieścisłości-staram się skupiać na tym co jest tu i teraz i niczym więcej. Kiedy zacznę myśleć o przyszłości, ogarnie mnie przerażenie, więc tego nie robię, nie chcę o tym myśleć.
Teraz jest najlepiej. 

#Szkoła

Ach, pieprzyć szkołę. 
Nie mam na nią czasu, bo muszę iść uczyć się na sprawdzian z baroku. Cóż za paradoks.






Spodoba Ci się również

11 komentarze

  1. Masz rację, pieprzyć szkołę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi całkiem podobała się "Ja, diablica" ;) Zresztą przeczytałam całą trylogię, mimo że z reguły nie sięgam po literaturę młodzieżową. Lekkie, zabawne, dobrze napisane, bardzo przyjemna lektura :)
    Oba filmy również oglądałam. Na temat "Potopu" mogę powiedzieć tyle, że omal nie zasnęłam podczas tego jakże długiego seansu... A historia przedstawiona w "Dniu kobiet" jest naprawdę przerażająca, choć sam film nie jest arcydziełem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. jak obecnie wygląda twoja terapia w chorobie : >
    jak sb radzisz i jakie masz obecnie ok.bmi : >
    tak poza tym trzymam moooocno za cb kciuki : * świetny blog!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 Weź mnie na koniec świata zabierz <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieplutko, oby!
    A akurat z tych książek tylko 'Zapasy z życiem' miałam okazję czytać i bardzo ją polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham podsumowanie szkoły ;)
    Ale dużo słuchasz , ja ostatnio ograniczam się tylko do jakichś energetycznych kawałków podczas ćwiczeń i Beaty Pawlikowskiej z językiem włoskim w roli głównej, bo przeczytaniu " Jedz. Módl się . Kochaj" poczułam że muszę znać ten język, ilekolwiek mi to nie zajmie czasu.
    Trzymaj się ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałam tylko dać znać, że wciąż Cię czytam i tu zaglądam, choć od jakiegoś (długiego) czasu się nie udzielałam.
    Cieszę się, że powoli dorastasz, pozbywasz się lęku. Nie warto marnować na niego całego życia. Trzeba w końcu znaleźć swoją drogę, coś, czego będzie można się trzymać i być tego pewnym. Znaleźc siebie.

    Może nasze gusta specjalnie się nie pokrywają, ale, ale! Widzę Hole i "Celebrity Skin", bardzo lubię ten utwór. :)
    Zaciekawiłaś mnie "Dniem kobiet". Jestem sceptycznie nastawiona do polskich filmów (pomijając oczywiście takie klasyki jak polskie stare komedie, Dekalog Kieślowskiego czy też dzieła Polańskiego). Ten jednak zaciekawił mnie Twoim opisem, przeczytałam dokładniejszy na filmweb i chyba zdecyduję się obejrzeć tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ostatnie zdanie bezcenne!

    koleżanka z klasy :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam jedną książkę Pawlikowskiej o którejś z podróży do Afryki, ale jakoś jej styl "będę śmieszna na siłę" mi nie podszedł. Opowieść bazowała na jednym bohaterze, z którego zrobiła sierotę z miasta w dżungli i się z niego nabijała :P
    Chociaż kusi mnie kupno jej kalendarza, bo już oglądałam go w empiku i wydaje się być całkiem spoko.
    Kings of Leon! Też uwielbiam. Chociaż ta ich najnowsza płyta jest dla mnie trochę zbyt spokojna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam piosenki z Glee :) Aktualnie jestem jeszcze w trakcie oglądania, szkoda że nie jestem na bieżąco ale niestety brak czasu mi na to nie pozwala. "Creep" uwielbiam, ale mam sentyment do oryginalnej wersji :) U mnie w szkole też sporo pracy, codziennie jakiś sprawdzian, zwariować idzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż załączyłam tą pierwszą z glee i przyznam, że mi się podoba :)
    szkoła szkołą studia będą lepsze zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń

It means a lot, thank You!

Subscribe