­

124


Wczoraj zostało mi powiedziane(anonimowo, oczywiście), że moja siostra wygląda na tym zdjęciu jak nadąsana, wystraszona brzydula, a tylko panie po osiemdziesiątce robią sobie zdjęcia z zasuszonymi różami. Kurcze, co jak co, ale w to niestety nie uwierzę, bo Julkę uważam za śliczną i zdania nie zmienię. Aczkolwiek bardzo możliwe, że ten komentarz miał ugodzić we mnie, w takim razie przyjmuję go na klatę i przepraszam, że nie potrafię uchwycić na fotografii eteryczności i piękna tej szalonej wielbicielki Minecrafta(mowa o siostrze, oczywiście :D)









Malutkie, second-handowe "new in". Została mi rzucona propozycja, bym napisała posta, w którym przedstawię swoje ciuchowe perełki, pozostaje jednak pytanie-jak sobie to wyobrażacie? :) I mean, przecież nie będę wszystkiego przedstawiać na sobie, zdaje mi się, że nie ma to sensu, od tego są outficiki(czekam na lepszą pogodę!!!)...

To tak słowem wstępu, a teraz chciałabym przejść do inspirującej myśli na dzisiaj, która poucza nas w następujący sposób: "Czasem człowiek ubogaca się bardziej, gdy daje, a nie bierze. Słoneczny dzień sprawia więcej radości niż dobry interes. A uśmiech sięga dalej niż mądre słowa."
I jak zwykle zgadzam się z tym-w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach, bo w moim przypadku mądre słowa z ust najbliższych mają równie wielką moc co i uśmiech. A skoro już mowa o prezentach...mamomamo, kup mi nową płytę Paramore .____.

Moich zdjęć chcieliście...kurcze, kiedy ja nie robię sobie ich wiele...Ale wpadłam na pomysł, by pokazać Wam kilka starszych, sprzed dwóch lat chociażby, bo z zeszłorocznego kwietnia nie mam przecież nawet utworzonego folderu.. Wrzesień 2011, ta dam. Sama nie wiem co o nich(o sobie na fotografiach) myśleć...








A na koniec-króciutka opinia ostatnio przeczytanej książki :)

Czytając "Annę", chcąc nie chcąc porównywałam ją do twórczości Jane Austen. Jedno muszę przyznać-to właśnie Tołstoj stworzył wiekopomne dzieło przedstawiające wszelkie emocje i uczucia pomiędzy postaciami w sposób nadzwyczaj trafny i dosadny. Może i nie powinnam stawiać obok siebie tych dwóch autorów, lecz robiłam to bezwiednie podczas czytania.

Urzekła mnie postać Kitty, lecz dopiero w ostatnich rozdziałach zaczęłam spostrzegać tę sympatię, którą wobec niej odczuwam. Chyba zwyczajnie się z tą bohaterką utożsamiłam w pewnych momentach, stąd to upodobanie, ponieważ nie wyróżnia się ona niczym szczególnym, to raczej Anna wiedzie prym. Panin Karenin za to nie przypadła mi do gustu wcale. Jestem przeciwna jej poczynaniom i uważam, że fakt, iż straciła głowę dla Wrońskiego nie usprawiedliwia nieodpowiedzialnych zachowań kobiety.

Z pewnością wkrótce sięgnę po drugi tom, by zgłębić dalsze losy ludzi takich jak my, którzy dzięki wybitnemu twórcy są nam jeszcze bliżsi, usiłujących jak najlepiej przeżyć swój czas-my, wrzuceni w ekstremalnie szybki XXI wiek, oni- na ziemiach XIX-wiecznej Rosji.

A teraz idę się stresować korepetycjami z matematyki...i zająć się trochę szkolnymi obowiązkami. Cześć, cześć!

Spodoba Ci się również

Subscribe