Listopad jednym okiem

Jestem trochę zagubiona między dwiema perspektywami czasowymi. Z jednej strony, dopiero co zaczynałam drugi rok studiów, a tu proszę, wyznaczamy już terminy egzaminów i powoli zaczynam troszkę panikować. Z drugiej strony jednak nie pamiętam już jak to jest nie być na drugim roku, nie spędzać poniedziałków i wtorków w całości na uczelni i nie czytać Wojciszke w weekendy. I tak zastał mnie grudzień. W grudniu chciałabym zwolnić, bo trzeba mi czasu by szukać spokoju. Kiepsko to widzę, ale będę próbować. Ale, ja nie o tym! Dziś chciałam zrobić mały throwback i podzielić się z Wami swoimi listopadowymi dobrami. Bo trochę ten cykl podsumowań zaniedbuję. a dzielić się trzeba. Herbatka z cynamonem w dłoń i do dzieła!



Zacznijmy od TEDów. Dopiero zaczynam odkrywać cały ten ogrom wiedzy i inspiracji, jaką oferują, mam tyle do nadrobienia!

Jill doświadczyła udaru. Czy to wystarczający powód, by przemawiać do tak szerokiego grona? Może i tak, lecz Jill ma dla Was coś więcej - jest neurologiem. I właśnie z tej perspektywy usiłowała obserwować to, co działo się z jej mózgiem podczas udaru. Choć, początkowo zupełnie zignorowała sygnały alarmowe - a przecież zdawać by się mogło, że ona powinna wiedzieć. A już na pewno bardziej niż inni. Z widzami dzieli się swoim doświadczeniem, rozpatrując je pod kątem funkcjonowania półkul mózgowych - wskazuje na ich różnice i jak przekłada się to na nasze codzienne funkcjonowanie. Jill poruszyła mnie swą autentycznością, ale i przemówiła do mnie merytoryczna treść jej wykładu. 



Michelle dostała na swoich studiach świetnie zadanie. Najpierw esej - opisz swoje życie za 10 lat, najlepsze jakie możesz sobie wymarzyć. Później - lista przeszkód, jakie mogą stanąć na Twej drodze. Najważniejsze na koniec - wybierz jedną, najistotniejszą, najsilniejszą z tych przeszkód. Jak wielu z nas wybrałoby strach? Ja z pewnością. Michelle podjęła się niesamowitego wyzwania. 100 dni bez strachu. Oglądałam jej przemówienie z zachwytem, ale i - oczywiście - niepokojem. Strach siedział sobie na moim ramieniu nawet wtedy, gdy tylko zaczęłam myśleć o podjęciu się tego niesamowitego projektu. Whatever - mówię swojemu strachowi "cześć" i wciąż się zastanawiam. Tworzę punkty, które sama mogłabym zawrzeć w takim wyzwaniu. Obejrzyjcie koniecznie, zajrzyjcie też na kanał Michelle, gdzie dzieli się nagraniami ze swoich stu dni bez strachu. I dodajcie mi otuchy - może ktoś zechce dotrzymać mi towarzystwa w wyzwaniu?




Książkowo mam dla Was dwie perełki. "Człowiek w poszukiwaniu sensu" nie jest kolejną opowieścią o obozie koncentracyjnym. Oczywiście, każda taka historia to ból nie do opisania, lecz Frankl przedstawia czytelnikom obozowe życie z zupełnie innej perspektywy. Trochę jako psychiatra, trochę jako "przeciętny" uczestnik masowej zagłady. Niezwykła mądrość bije z jego słów. Nie jest to książka, przy której się wzruszałam. Podczas tej lektury byłam bezustannie zmuszana do refleksji nad własną postawą. Wobec cierpienia, sensu życia, lęku, czy wobec śmierci. Niesamowite świadectwo oferował nam doktor Frankl w swoim dziele - wstyd nie skorzystać. 

Ostatecznie życie sprowadza się do wzięcia na siebie odpowiedzialności za znalezienie właściwego rozwiązania problemów i zadań, jakie stale stawia ono przed każdym z nas.
 Książka (a raczej książeczka) numer dwa o wdzięcznym tytule "Twórcza kradzież" była dla mnie miłym zaskoczeniem - nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, a już na pewno nie takich rad, które później sama będę chciała wcielić w życie. Mea culpa, stop z pochopnym ocenianiem. "10 przykazań kreatywności" (jak nazwał je sam autor), owszem, może i zawiera kilka dość oczywistych zasad, lecz część z nich była dla mnie nowością, a nawet swego rodzaju olśnieniem - jak chociażby to, by pisać o swoich idolach. Lub że kreatywność to redukcja, bo przecież z braku rodzą się najlepsze pomysły. Będę wracać do dzieła Austina Kleona, choćby w chwilach blogowego zwątpienia, a Wam polecam bez względu na rodzaj pasji czy profesji - kreatywność przyda się wszędzie!


W ubiegłym miesiącu miałam okazję obejrzeć dwa filmy, które z pewnością zostaną w mej pamięci na dłużej (ba, już tak się stało - czasem wracam do nich myślami). Oba traktują o trudnych relacjach, stawiając widza w sytuacji konfrontacji z tworzonymi przez siebie więziami. "Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham" to zlepek sesji terapeutycznych, na które uczęszcza matka z córką. Obie z nich są w podwójnym konflikcie - nawzajem, ale i z sobą samą. Widz otrzymuje ponad godzinę "gadania", kamera przeskakuje jedynie pomiędzy trzema twarzami, lecz treść i emocje nie pozwalają (a przynajmniej mnie nie pozwoliły, więc może to kwestia bycia psycho-freakiem), się nudzić. A dla tych, którzy wahają się przed podjęciem terapii lub dla osób, które nie mają pojęcia jak ten proces może wyglądać - film ten będzie wartościową "próbką", a może i pozwoli podjąć istotne decyzje? (Specjalne ukłony w kierunku Asi, dzięki której zdecydowałam się ten film obejrzeć!)
Drugim tytuł - "Sierpień w hrabstwie Osage" o wiele bardziej wymęczył mnie emocjonalnie. I pozostawił z pewną dozą głęboko zakorzenionego smutku. Pomijając genialną grę aktorską Meryl i innych (Benedict!), trudno było mi patrzeć ze spokojem na losy tej rodziny, zadającej sobie coraz to bardziej bolesne ciosy. To był trudny seans, ale potrzebny. C'est la vie, niestety. Bywa i tak. Lecz nawet w obliczu tak beznadziejnych sytuacji, wciąż pozostaje możliwość zmiany. Chcę w to wierzyć z całych sił.

 


Słyszeliście o Literakach? Nie? Może to i lepiej, bo gra okrutnie wciąga i sprawia, że znacznie trudniej przychodzi mi odstawienie telefonu na bok podczas długich powrotów z uczelni. To takie kolorowe scrabble w wersji online - daje mnóstwo satysfakcji, kiedy uda nam się już kogoś pokonać (a to trudna sprawa, zwłaszcza, gdy staję w szranki z losowym przeciwnikiem...). Chodźcie pograć!


Zbliżając się ku końcowi - mam dla Was jeszcze parę linków. 

Blog Igi jest nie tylko skarbnicą psychologicznej wiedzy. Jest również miejscem, gdzie czytelnik może się zadomowić i poczuć jak u siebie. Podziwiam sposób, w jaki autorka przekazuje fakty i informacje z zakresu psychologii, odrobinkę zazdroszczę tego, jak jej blog jest zorganizowany, lecz przede wszystkim gorąco polecam często zaglądać - po inspirację, nowy tytuł książki, poruszającą historię czy garść ciekawostek. 

Proszę państwa, tak się robi reklamy. Płakam. Więcej słów nie trzeba, po prostu obejrzyjcie. 

Wdzięczność w wersji medytacyjnej. Też się wzruszyłam, jakżeby inaczej. Idealne na chwile zwątpienia i poczucie bezsensu.

A u Kaliny trochę w nawiązaniu do życia online, lecz inaczej, niż pisałam o tym ja - z perspektywy studentki kognitywistyki, która jednak często wybiera analogowe rozwiązania. Lubię ten wpis. Lubię tę ideę. 


Rozpisałam się ogromnie, ale już Was zostawiam z tymi dobrociami, życzę spokojnego wieczoru i zabieram się za uczelniane sprawy - ślę uściski! Koniecznie podzielcie się ze mną jakąś listopadową inspiracją lub dajcie znać co myślicie o moich propozycjach!

Spodoba Ci się również

10 komentarze

  1. O Boże! Wspieram Cię, też popłakałam się dzięki tej reklamie! Wzrusza ogromnie! Bardzo fajnie, akurat brakowało mi nowych blogów i nowych ludzi:) Też mogę się dołączyć: książka Franka zmusza do myślenia i zastanowienia się. Pierwszą część przeczytałam na jednym oddechu, z drugą było już ciężko, ale akurat chodzę teraz na seminarium psychologii egzystencjalnej także już wszystko zostało wyjaśnione — a propo polecam:) O film "Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham" już słyszę po raz drugi. a to oznacza, że siły wyższe chcą, żeby to obejrzałam. A jeżeli mówisz warto, to już jestem zainspirowana:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A propo, też dziś napiszę podobnego posta:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowałaś mnie tym wyzwaniem odnośnie strachu- w wolnej chwili obejrzę.
    Powodzenia podczas sesji, trzymam kciuki!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. "powoli zaczynam troszkę panikować", a czym ta panika jest spowodowana ? Panikować powinny osoby, które się zaczynają uczyć w styczniu, a nie tak jak ty, ciągle siedzą i się uczą/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie do końca jest tak, jak to sobie wyobrażasz :DD
    & czytam i robię notatki za bieżące zajęcia (o ile się wyrabiam ze wszystkim) a nie do sesji, która nie zawsze będzie z tego samego zakresu materiału + z większej ilości przedmiotów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Człowiek w poszukiwaniu sensu" to niesamowita książka. Przeczytałam ją rok temu i dała mi wtedy bardzo dużo do myślenia. Chyba zajrzę do niej ponownie i zobaczę co jeszcze mogę z niej wyciągnąć. Przemówienia TED bardzo lubię oglądać i właśnie szukam czegoś żeby sobie włączyć, dzięki za linki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też właśnie chcę koniecznie nadrobić jak najwięcej TEDów. Nie dość, że można tyle się nauczyć, to jeszcze język podszkolić. Dziękuję i ukłony także w Twoją stronę <3

    OdpowiedzUsuń
  8. O tak, z TEDami muszę koniecznie się zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń

It means a lot, thank You!

Subscribe