133
„Przeżywaj każdy dzień, jakby to był ostatni dzień twojego życia" - to często używany frazes, ale kto ma na to energię? A jeśli akurat pada albo złapałeś przeziębienie? To nie jest zbyt praktyczne. Znacznie lepiej próbować być dobrym, odważnym i przebojowym, tak żeby coś po tobie zostało.”
I dokładnie o to mi chodzi. Tak bardzo tego chcę, pragnę. Być dla innych, kochać świat, kochać bliskich, sprawiać, by czuli się kochani i docenieni, pomagać, wspierać, działać, ulepszać, inspirować, pokazywać. I doświadczać. Definitywnie i ostatecznie postanawiam otworzyć się na nowe doświadczenia. Zapewne wielokrotnie będę potrzebować pomocy, ale mimo wszystko wierzę, że ją dostanę. Mimo moich humorów, narzekania, złego nastroju, wyalienowania, odosobnienia, całej mej inności i dziwności, jakkolwiek to brzmi.
Przy okazji, skoro już zaczęłam filozofować nad sensem życia ludzkiego, krótko opiszę Wam swoje dostrzeżenia na temat "Teorii bezwzględności" B.Pawlikowskiej (a miałam z tym nie lada problem) :)
Bardzo chciałabym napisać coś inspirującego, słowa, które naprawdę zachęcą Was do zagłębienia się w "Teorię Bezwzględności", lecz chyba nie jestem w stanie tego zrobić w sposób zadowalający. Ograniczę się więc do kilku zdań. Jeśli czujesz, że coś w Twoim codziennym życiu nie jest takie jak być powinno, bezustannie czujesz niezdefiniowaną, przejmującą pustkę i pragniesz zmienić obecny stan rzeczy-koniecznie zapoznaj się z przemyśleniami pani Pawlikowskiej. I nie zniechęcaj się początkiem-sama byłam odrobinę zdziwiona nawiązaniem do fizyki atomowej, która jest moją zmorą. Koniec końców wszystko układa się jednak w logiczną całość, która powinna być dla nas oczywista, została jednak skutecznie zniekształcona przez wpływ mediów i właściwie wszystkiego, co nas otacza-nasz system wartości bardzo odbiega od prawidłowego-to jest, zgodnego z naturą człowieka."Teorii bezwzględności" nie można podważyć. Nie ma na to wystarczającej ilości argumentów. Owszem, z pewnymi przekonaniami autorki możemy się nie zgodzić, jednakże są to pojedyncze elementy całości, która zdecydowanie jest prawdą.Moglibyśmy uratować naszą planetę, moglibyśmy uratować setki, ba, tysiące! żyć ludzkich...gdybyśmy tylko naprawdę tego chcieli. Bo jedyne, co stoi nam na przeszkodzie, to właśnie MY SAMI.
Hej, hej! Truskawkowy sezon tuż przed nami! Koniecznie musicie wypróbować ciasta, którego smak będę pamiętać dłuuugi czas...Na zdjęciach prezentuje się dość nieporadnie, podczas krojenia nie ma siły, by zachował idealne kształty, ale to nie istotne! Zresztą, może skusicie się, by spróbować tej pyszności :)
Składniki:
kg trzykrotnie mielonego twarogu półtłustego
6 jajek
3/4 szklanki drobnego cukru+łyżka
10 dag masła
torebka budyniu śmietankowego
2 łyżki mąki pszennej
1/2kg truskawek
odrobina dowolnego tłuszczu i mąki krupczatki do tortownicy/blachy
Oddziel białka od żółtek,odstaw je w chłodne miejsce. Żółtka utrzyj z cukrem na puszystą masę. Stopniowo, po kilka łyżek dodawaj twaróg, cały czas ucierając. Do masy dodaj proszek budyniowy i mąkę pszenną, dokładnie wymieszaj wszystko. Pokrojone masło rozpuść i odstaw do przestudzenia. Do masy serowej dokładnie wmieszaj letnie już masło. Truskawki pokrój w kawałki, włóż do garnka, dodaj łyżkę cukru, chwilkę podduś, mieszając. Gdy przestygną, zmiksuj je. Masę serową podziel na pół. Jedną część niedokładnie wymieszaj ze zmiksowanymi truskawkami.Schłodzone białka ubij na sztywną pianę. Połowę delikatnie wymieszaj z masą serowo-truskawkową, drugą połowę z masą serową. W tortownicy/na blasze lekko natłuszczonej i posypanej mąką tortową rozłóż masę serową, a na nią masę z truskawkami. Piecz w 175 stopniach około 55 minut.
A na koniec, takie malutkie new-in z wczorajszych zakupów z Mamusią♥
Atlas/przewodnik po Krakowie dla osoby, która mieszka tutaj od urodzenia? Dlaczego nie! Jeden z celów, który uświadomiłam sobie dzięki projektowi 30 days to change. :) Do zrealizowania już w wakacje...albo i nie! Po co czekać? Czekać można w nieskończoność...A przecież żyjemy dziś, tu, teraz, dlaczego więc z tego nie skorzystać...? :)