­

49.


Na samym wstępie-dziękuję.
Nie macie pojęcia jak wiele znaczy dla mnie każde słowo wsparcia i otuchy, zwłaszcza, że na pomoc i zrozumienie ze strony bliskich nie mam co liczyć-cóż, już od dłuższego czasu kontakty z przyjaciółkami się sypią, a rodzice nie bardzo potrafią zrozumieć mój punkt widzenia. Trudno się dziwić, sama przecież nie pojmuję swojego rozumowania. Jesteście niesamowici. Wasze wspaniałe komentarze spowodowały, że miałam łzy w oczach i utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak dobrze zrobiłam pisząc na blogu o swoim problemie. A powiem szczerze, że naprawdę obawiałam się reakcji czytelników. Teraz, gdy tylko mam chwilę słabości, do pionu przywołuje mnie myśl, iż nie mogę Was zawieść. Was, rodziców, dziadków. Nie mogę dać się zniszczyć całkowicie. I chociaż nie jest łatwo, oj nie, a waga, mimo wszystkich mych starań, zamiast rosnąć spada(boże, gdyby mama wiedziała...)-wiem, że nie mogę się poddać. A w poniedziałek wyrok. Boję się. Cholernie się boję.

Okej, za dużo tego gadania, czas przywrócić w miarę normalny cykl notek na blogu. Dzisiaj podzielę się z Wami kilkoma pomysłami na pyszny i zdrowy obiad. Zalega mi kilka zdjęć, które robiłam już jakiś czas temu, więc czemu miałabym ich nie dodać? :)

1.
Drobno krojona pierś z kurczaka z ryżem,brokułami i kukurydzą.
To było coś wspaniałego! Idealne połączenie smaków, przepyszne, delikatne. Muszę poprosić mamę o powtórkę, bo zdjęcie pochodzi z grudnia.

2.
Mix warzyw na patelnię z brązowym ryżem.
Doprawdy nie mam pojęcia, jak kiedyś mogłam nie lubić warzyw-teraz kocham je nad życie. A jeszcze stosunkowo niedawno moja zupa jarzynowa składała się wyłącznie z ziemniaczków i "wody", babcia poświęcała swój czas na przebieranie jej dla mnie-głupia ja!

3.
filet z indyka w jogurcie,risotto z natką pietruszki, surówka.
Ten ryż to prawdziwe niebo w gębie-bardzo wyrafinowany, delikatny smak. Mięsko również pyszne, miękkie i soczyste-moje ulubione. 

4.
Dorsz z koperkiem, ryż biały, ćwikła.
A to? Nic specjalnego-ale nie ma nic lepszego od dobrze przyprawionej rybki z piekarnika w towarzystwie ryżu i buraczków. Dorsza mogłabym jeść codziennie, zarówno pod taką postacią, jak i wędzonego.

Hm. Mam wrażenie, że za bardzo przejmuję się opinią odwiedzających bloga-przez cały czas zastanawiam się, czy przypadkiem Was nie zanudzam i czy odpowiada Wam moja pisanina. To chyba z obawy przed utratą czytelników-jedynych osób, których przynajmniej w jakimś stopniu obchodzi moje życie. I czasem doprowadza mnie to do szaleństwa, bo jestem pełna sprzecznych myśli:
-Czy może lepiej przekształcić bloga w kulinarny? 
-Nie, co to za głupi pomysł, przecież to nie będzie mieć najmniejszego sensu.
-Ale ich nudzą Twoje recenzje filmów i książek, dobrze o tym wiesz.
-Pisz w takim razie więcej o sobie!
-Pf. Jeszcze gorzej. 
Bla, bla, bla, i tak w kółko. Cóż, taka już jestem, chciałabym dogodzić wszystkim. I właściwie nie wiem po cóż o tym piszę, ale skoro już to zrobiłam...Whatever.

Trzymajcie się cieplutko, a ja zaczynam feriowanie-koniecznie muszę rozpisać sobie plan działania na te dwa tygodnie, by ich nie zmarnować siedzeniem przed komputerem. I jeszcze raz DZIĘ-KU-JĘ za odzew pod poprzednią notką. Jestem pełna wdzięczności. Gdybym tylko mogła kiedyś w jakiś sposób się Wam przydać-informujcie mnie o tym koniecznie, nie odmówię na pewno.

xoxo,
N

Spodoba Ci się również

Subscribe