Porozmawiajmy o...dobrych rytuałach i złych nawykach.

Nawyk. Jakie znaczenie ma dla Ciebie to słowo?

Nawyk to dla mnie czynność, którą wykonujemy automatycznie, bez zastanowienia, czy wcześniejszego planowania. Nabywamy go poprzez naukę, ćwiczenia, czyli systematyczne powtarzanie danej czynności.

A mnie nawyk do pewnego czasu kojarzył się źle, miał negatywny wydźwięk. Wiązałam to z przymusem - konieczność robienia czegoś, mimo niechęci. Wiesz, chociażby ten nieszczęsny nawyk sprzątania w swoim pokoju, tak wymagany za dzieciaka (a którego do dziś mi brak...) Dopiero niedawno zmieniło się moje podejście. Choć nie do końca, bo zaczęłam rozróżniać dwa pojęcia - nawyk i rytuał. To drugie ma dla mnie zdecydowanie bardziej pozytywne znaczenie.

Tak, to prawda. Sama łapię się na tym, że "złe" zachowania nazywam nawykami, np. "strzelanie" kostkami, a te dobre rytuałami, np. planowanie, czytanie książki przed snem. Bo nawyk to dla mnie coś, co przejmuję od innych, obserwując ich zachowania coś mi się udzieli i ciężko się tego pozbyć. Z kolei rytuał jest już mój, robię coś, co sprawia mi przyjemność i wprowadzam to na stałe do swojego dnia.

I tym oto sposobem trafiasz dokładnie w sedno, w które chciałam uderzyć - tworzenie dobrych rytuałów. Odkąd zaczęłam "poszukiwać swojego spokoju", ale i wcześniej, choć nieco mniej intensywnie, zwróciłam uwagę na to, jak wyglada mój dzień, krok po kroku. Co jest nie tak, co ciągnie mnie w dół - a co zwykle nie jest dostępne świadomości przez swoją nawykowość właśnie - a co mogłabym zmienić, dodać, wypracować, by drobnym akcentem znacznie polepszyć jakość swojego życia. Powiedz, jaki jest Twój najważniejszy rytuał, co Ci daje i jak udało Ci się go wprowadzić w życie? Bo, niestety, mimo iż rytuał jest obietnicą przyjemności, wciąż niełatwo jest nad nim zapanować tak, by stał się częścią codzienności.


Nigdy nie skupiałam się na tym, na co poświęcam swój czas w ciągu dnia. Dopiero od niedawna staram się wprowadzać zmiany, dzięki którym będę czuć się bardziej spokojna, odprężona i mniej zestresowana. Pytasz o mój najważniejszy rytuał, hm, tak naprawdę mam tylko jeden, bo małymi krokami staram się ulepszać swój plan dnia, żeby zbyt szybko się nie zniechęcić. Jest to wieczorna rutyna, którą wprowadziłam kilka tygodni temu. Kiedy już szykuję się do spania, siadam przy stoliku, planuję kolejny dzień, zapisuję dobre chwile minionego dnia, a później, zależnie od nastroju - słucham muzyki, czytam książkę lub oglądam serial/film. Staram się jeszcze nie korzystać z telefonu przed snem. Daje mi to dużo pozytywnej energii i spokojniej śpię, dlatego zdecydowałam się wprowadzić to na stałe. Jednak wciąż towarzyszą mi te złe nawyki, których nie mogę ominąć, bo działam automatycznie i nawet o tym nie myślę. Chciałabym to zmienić, by już w pełni kontrolować to, co robię. Czy masz na to jakieś dobre rady?

Najważniejsze - nic nowego - jest to, by dostrzec i zidentyfikować te zle nawyki. Stać się takim cichym detektywem własnych słabości, prześledzić w jakich momentach pojawiają się myśli automatyczne, co dokładnie wywołuje nawyk strzelania kostkami - jedynie u źrodła będziemy w stanie powalczyć z nimi tak na serio. Wszyscy dookoła wmawiają nam, że tworzenie nawyku to taka prosta rzecz, wystarczy 21 dni i upragniony rytuał zostanie z nami na zawsze. Niestety, to mit. W zależności od utrwalonych schematów, tworzenie nawyku lub pozbywanie się złego trwać może o wiele dłużej. Nie brzmi to pocieszająco, ale uczulam na to, by nie zrażać się przy pierwszej porażce czy gorszym dniu, wyklinając te słynne "21 dni do nawyku". Mnie na przykład, bardzo opornie idzie zmienianie swojego jadłospisu. Utarte, znane smaki są dla mnie bezpieczne i trudno przestawić mi się na coś nowego. Ze śniadaniem już się uporałam, ale z przekonaniem się do większej ilości warzyw idzie mi bardzo opornie... Zdradzisz mi kilka swoich rytuałów, nad którymi obecnie pracujesz, które chciałabyś dodać do swej codzienności? Ja też, w ramach inspiracji, wymienię swoje, zarówno te już funkcjonujące, jak i upragnione.


Chciałabym wprowadzić na stałe swój poranny rytuał - wstawać każdego dnia o podobnej porze, a przynajmniej w ciągu tygodnia, i wykonywać czynności, które pozwolą mi zacząć dzień ze spokojem. W czasie szkoły nie zwracałam uwagi na to, ile śpię. Często wstawałam za późno, przez co wszystko robiłam w biegu i najczęściej kończyło się tym, że nie jadłam śniadania. Teraz sobie tego nie wyobrażam. A drugi, to raczej będzie dobry nawyk, nad którym pracuję, to spędzanie mniej czasu online i z telefonem w ręce. Wszyscy doskonale wiedzą, jak bardzo rozpraszający jest internetowy świat - jedno powiadomienie powoduje, że patrzymy w telefon przez kolejne kilkadziesiąt minut. Staram się to zmieniać, by w pełni wykorzystywać swój wolny czas na naukę lub coś pożytecznego, co pomoże mi się rozwijać.

Drugi przykład to chyba jeden z tych wrednych, kurczowo się trzymających przyzwyczajeń, z którymi walka potrwa zdecydowanie dłużej. Ja wciąż próbuję, ale nadal często towarzyszy mi niepokój i rozdrażnienie, gdy próbuję na jakiś czas wyłączyć się z internetowego światka. Poza byciem offline przed snem, zaczynam też odstawiać (znaczy jest gorzej niż myślałam?) tableta podczas posiłków.
Udało mi się już niemal całkowicie wykorzenić skłonność do automatycznego oceniania innych. Czasem jeszcze się na tym łapię, ale tylko po to, by skorygować tę pojawiającą się myśl. To chyba jeden z tych "cichych towarzyszów" większości z nas - nie wiadomo skąd się wziął, nie pamiętamy przecież, kiedy to się zaczęło, skąd się wzięło. I choć to kwestia bardzo indywidualna, wiele zawdzięczamy mediom, stereotypom bezmyślnie powielanym, otoczeniu w jakim przebywamy. A niestety, na pewnych etapach rozwoju nie sposób świadomie kontemplować wszystkie treści dookoła.

Moje dobre rytuały? Chcę bardzo, by takim stała się joga. Z niej też jest niezły przeciwnik - rok temu, mniej więcej w tym samym czasie, mocno o ten element codzienności walczyłam, ale, cóż, zanikło. nie udało się. Zaczęłam znów. Trzymajcie kciuki, za nas obie, bo tym razem mam wspaniałą towarzyszkę w tym wyzwaniu!

Dobrym rytuałem jest też bez wątpienia picie herbaty - uświadomiłam sobie przy okazji lektury "Calm", że w moim przypadku również jest to swego rodzaju moment, kiedy zwalniam, siadam wygodnie, patrzę za okno, czytam książkę, lub po prostu nie robię nic, wsłuchując się w ciszę dookoła. No, ewentualnie próbuję ignorować dźwięki dobiegające z pokoju obok.
I jest też rytuał dziękowania. Za każdy miniony dzień, za szansę przeżycia następnego, za dobre samopoczucie, za słońce za oknem, ale i za deszcz. Za dobrą książkę, za rozmowę podnoszącą na duchu, za bliskich, którzy są przy mnie. Kultywowanie wdzięczności to jedno z tych przyzwyczajeń, do którego gorąco zachęcam każdego. Bo to taki rytuał szczęścia, którego skutkiem będzie lekkość ducha i uśmiech każdego dnia.

Kochani - zapraszam Was do rozmowy z Nami! Podzielcie się Waszymi dobrymi rytuałami, a także złymi nawykami, nad którymi pracujecie.


Powyższy wpis stworzony wraz z Olą (dziękuję Ci! :*) jest pierwszym (mam nadzieję...) z cyklu "Porozmawiajmy o...". 


Dobrych i spokojnych Świąt dla Was!


Spodoba Ci się również

0 komentarze

It means a lot, thank You!

Subscribe