obserwacje / 1 /



#1
Tramwaj numer 52, na wpół pełny, miejsca siedzące zajęte. Pech chciał, że niefortunnie wybrałam sobie swoje miejsce podróży - pół godziny intensywnego wkurzenia, wstydu i poczucia zwątpienia w ludzi.
Siedzą sobie tuż przede mną dwie panienki. Nosy w smartfonach, co jakiś czas wymienią ze sobą słowo lub dwa; niby razem, lecz tylko obok siebie. Tramwaj zaczyna się zapełniać. Wsiada kilka starszych osób, tuż za mną dostrzegam pomarszczoną, naznaczoną czasem twarz. Ta Pani nie rozgląda się ostentacyjnie, nie naciska wzrokiem na siedzących. Łapie się uchwytu (który, swoją drogą, jest okrutnie niewygodny nawet dla mnie - niskim być) i zaczyna podróż. Jedna z dziewczyn siedzących obok zerka w stronę staruszki, po chwili łapię spojrzenie drugiej, ale natychmiast wracają do swoich świecących ekranów. A mnie robi się obrzydliwie wstyd.
Czasem czuję się gorzej, czasem sama zajmuję miejsce. Ale musiałabym czuć się naprawdę słabo, by nie ustąpić osobie starszej. Bo wystarczy, że uzmysłowię sobie, ile lat różnicy jest między nami. A wiem, co czas robi z organizmem człowieka. Mnie też bolą plecy, mnie też bolą nogi - mnożę sobie to po prostu razy kilka, dodaję zwykłe zmęczenie, jakąś inną przypadłość charakterystyczną dla tego wieku i już mi się nie chce siedzieć, ani trochę.
Drodzy moi, apeluję do Was o więcej wyrozumiałości dla starszych, trochę ludzkiego współczucia. I empatycznej refleksji, zamiast ciągłego patrzenia tylko na czubek własnego nosa.


#2

Nie mam dziecka, sama dopiero wkraczam w dorosłość, faktycznie więc, nie mogę się poszczycić doświadczeniem w tej "dziedzinie" życia, ale scena, jakiej byłam świadkiem zmroziła mi krew w żyłach.
Mama odbiera swoje córki z przedszkola/szkoły, jedna z nich płacze. Co słyszę zaraz, gdy dociera do mnie płaczliwy głos dziecka? Krzyk matki. "Czego ryczysz, co ci się znowu dzieje!" - sam ton jej głosu był wredny i nieprzyjemny. Stoję nadal w tym samym miejscu, czekając na siostrę, a do mojego serca zaczyna wdzierać się nieprzyjemny chłód, w związku z tym, co słyszę dalej. "Chcesz gumę?" No, nareszcie schodzi z tonu i próbuje załagodzić sytuację, myślę sobie. "To się mówi przepraszam! Najpierw masz ukochać i przeprosić mamusię, dopiero potem dostaniesz!" Szok. Gapię się przed siebie nie dowierzając własnym uszom. Czy ta kobieta właśnie w perfidny sposób manipuluje swoim dzieckiem? Z alejki zaczyna wyłaniać się pani z dziewczynkami, dostrzega mnie, na moment przestaje krzyczeć i powtarzać do swojego dziecka prośby o przeprosiny, ale gdy tylko znika za rogiem słyszę wściekły głos "Nie rycz, bo dostaniesz jeszcze bardziej po dupie! No, słucham jak mnie przepraszasz!"
Przerażają mnie takie sytuacje. Ostatnio sporo przyglądam się temu, jak rodzice radzą sobie ze swoimi dzieciakami, staram się nie oceniać, widząc tylko wycinek ich codzienności, ale taka sytuacja jak powyższa wzbudziła we mnie ogromny smutek i rozżalenie. Nie wiem, czym zawiniła sobie ta dziewczynka, ale to, jak została potraktowana, to chyba zbyt surowa "kara" nawet w przypadku ciężkich przewinień.


Spodoba Ci się również

0 komentarze

It means a lot, thank You!

Subscribe