186


Pierwszy tydzień ferii już prawie za mną. Przerażające.

Podążając za moim Instagramem(i nie tylko):







Miałam się uczyć....oczywiście. Raczej średnio egzekwuję to postanowienie, ale tragicznie nie jest, bo z matematyki zostały mi jeszcze tylko trzy zadania. Za to cała reszta...hm. Ciii, mam jeszcze tydzień. Coś tam zrobię, nie będzie źle :D







Momentami było ciężko, przedziwne humory mnie nie opuszczały, ale uparcie się im przeciwstawiałam, nawet jeśli nie miałam na to najmniejszej ochoty. Przecież nie mogłam się poddać. Chociaż zdawało mi się, że tak zrobiłam, skoro zły nastrój mnie przeciągnął na swoją stronę, ale w ostatecznym rozrachunku, hm, nic nie zrobiłam. Przeczekałam, minęło. Kilka razy nawet starałam się go zwalczyć włączając pozytywną muzykę, pisząc do kogoś lub w pamiętniku, ewentualnie idąc spać.










Taka tam półtorarocznica ♥ A przy tym okazja do zjedzenia czegoś fajnego-padło na makaron ze szpinakiem i fetą, w którym zakochałam się w Sandomierzu. Poza tym, mój czas wolny w dużej mierze spędzam właśnie z nadawcą tych pięknych róż, więc musiałam się tym z Wami podzielić :)












Mnóstwo obaw i strachów przed spontanicznością i nowymi sytuacjami. Ale, zgodnie z zasadą "life begins out of your comfort zone", zaryzykowałam, chociaż do samego końca pozostały ze mną wątpliwości. Nie żałowałam, wręcz przeciwnie, dlatego każdemu poleciłabym zastosowanie się do tego postanowienia, pomimo niechęci, wysiłku i trudu, który trzeba w to włożyć. 










Cudny babski wieczór z prawdziwego zdarzenia, którego tak się obawiałam, a który ominąłby mnie, gdybym poszła na łatwiznę i posłuchała swoich lęków. Drugą rzeczą było pójście na zdjęcia ze znajomą, co również było miłym spotkaniem. Dlatego raz jeszcze podkreślam-powiedz tak, nawet jeśli czujesz strach. (Hm, ciekawe, czy sama będę o tym pamiętać następnym razem...)














W pewnych kwestiach chyba przejrzałam na oczy, chociaż wydawało mi się, że wszystko co złe mam już za sobą i niczego już nie muszę zmieniać. Myliłam się? Dostrzegłam to wyraźnie zwłaszcza na zakupach, kiedy z coraz bardziej pogłębiającym się zdziwieniem i irytacją każda rzecz zabrana do przymierzalni okazywała się, hm, nie pasować na mnie. Może faktycznie utrzymywanie obecnego stanu nie służy mojemu zdrowiu. Może faktycznie muszę to zmienić. Poza tym...trochę słodkości nikomu nie zaszkodziło. Może przynajmniej przestanę się wtedy tak łatwo denerwować na wszystko w koło :)





Tak w ramach dokarmiania siebie pysznościami - kolejne ciacho Mamy, które mnie urzekło. Idealne połączenie smaków, a do tego sernik i to na cieście brownie. Przepis znajdziecie tutaj :)










 Wywołałam też pierwszą kliszę z Zenita. Pozwólcie skomentować mi to dwoma słowami. Ha, ha. 
Na 24 zdjęcia dostałam aż siedem, cudownie. Aż mi się odechciało dalszych zmagań z tym (zd)radzieckim aparatem. 






Tak w skrócie wyglądał pierwszy tydzień moich ferii, drugi minie zapewne jeszcze szybciej, zwłaszcza że mam kilka ustalonych spraw w stylu dentysta, korepetycje, etc. Już dziś mi się odechciewa wszystkiego kiedy myślę o powrocie do szkolnych obowiązków( a tym bardziej o festiwalu kultury szkolnej, który odbędzie się w 2 tyg po feriach...na samą myśl o tym oblewa mnie zimny pot, brr.), ale uspokajam swoje nerwy, bo to mnie nie ominie, więc nie ma co sobie psuć nastroju już teraz. 

Oczekujcie kolejnego, bardziej konkretnego wpisu w czasie, hm, bliskim. (Postaram się, noooo :3)


Spodoba Ci się również

4 komentarze

  1. Mam pytanko odnośnie zenita gdzie go kupilas? I nniej wiecej w jakich cenach one sa? A i jeszcze prosba moglabys pokazac jakie zdjecia wyszly z zenita? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, francuski *.* W wakacje zabieram się za naukę tego pięknego języka ;)
    Przypomniałaś mi, że również posiadam stary aparat na kliszę. Muszę go znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  3. To miiły tydzień ferii :)
    Ja swoje dopiero zaczynam za tydzień.
    Kurczę, fajne motta i cytaty dajesz :)
    I co do spraw jedzenia-ja też się bałam, ale się przełamałam. To cudowne uczucie, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Spokojnie, ferie nie są od nauki :D a ja francuskiego nienawidziłam.... ale tylko gramatyki, bo słówka to nawet szybko wpadały do głowy. Mniam, sernik <3

    OdpowiedzUsuń

It means a lot, thank You!

Subscribe