­

113


Kolejna minuta, chwila. Dzień, miesiąc. Mamy luty. A moje myśli niepotrzebnie(jak zwykle)wybiegają w przyszłość. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie potrafię być tu i teraz, skoncentrować się na teraźniejszości? Jak to zmienić, jak tego dokonać? Kolejna umiejętność do opanowania i kształcenia. Ale przecież na tym polega życie, prawda? Ciągłe samodoskonalenie i praca nad swoim charakterem. Mimo to odnoszę wrażenie, że niewielu ludzi jest tego świadomych, a ja nie będę na siłę zmieniać świata, nawet nie próbuję. Halo, halo, muszę to robić DLA SIEBIE. Kolejna słabość, proszę bardzo, jak na zawołanie.
Niech doba trwa 48 godzin, proszę!


Miało być o mojej nauce, więc będzie. Niezawodna Beata Pawlikowska i w tej dziedzinie życia bardzo mi pomaga. Seria "Blondynka na językach" to nie jest któryś z kolei samouczek gramatyki i ułożonego w poszczególne kategorie słownictwa, nieregularnych odmian czasowników i mnóstwa innych, trudnych do opanowania reguł kierujących danym językiem."Jest to kurs rozmawiania w języku obcym. Uczy mówienia i rozumienia. Zero gramatyki, zero wykuwania słówek, zero odmian czasowników, które trzeba na pamięć wbić sobie do głowy. ", jak głosi sama autorka.



Moja przygoda z francuskim rozpoczęła się tego lata, kiedy to wybrałam właśnie ten język spośród innych, które oferowała szkoła. A jako że nie chciałam pójść na pierwszą lekcję bez znajomości choćby kilku słówek, zaczęłam poszukiwać w księgarniach idealnego(i o przystępnej cenie)samouczka. Niestety, to nie książka przeze mnie prezentowana była moim pierwszym wyborem, mimo to, że miałam już w swym zbiorze angielski i niemiecki z tej serii. Jednakże, nigdy wcześniej z nich nie korzystałam, co spowodował brak czasu, lub po prostu lenistwo. Ale, dzięki Jagódce, która postanowiła na własną rękę uczyć się francuskiego wraz z Blondynką, sama postanowiłam dać jej szansę. 


I znalazłam tu wszystko, czego mi było trzeba! Płyta pomaga mi niezmiernie w zapamiętywaniu użytecznych zwrotów, które zostały starannie wybrane przez panią Beatę. Z tyłu książki znajduje się niezbędnik gramatyczny, jeśli ktoś doszukiwałby się szerszych objaśnień. I moim kolejnym, mocnym postanowieniem jest korzystanie z tego kursu SYSTEMATYCZNIE. Poświęcać mu przynajmniej chwilkę każdego dnia. Najlepiej by było, gdybym robiła to na równi z niemieckim. I jeszcze rosyjski by się przydał, o. Chociaż wolałabym jednak nauczyć się pięknego języka Włochów...


Tadaam, przedstawiam Wam jedno z najpyszniejszych śniadań w mym życiu, czyli odrobinkę przypalone ricotta hotcakes z brzoskwinią i syropem klonowym. 

~125 g serka ricotta
~1/4 szklanki mleka
~jajko
~60 g mąki pełnoziarnistej
~łyżeczka proszku do pieczenia, szczypta soli

W jednej misce dokładnie mieszam ze sobą mleko, żółtko i ricottę, następnie dodaję mąkę i proszek do pieczenia, łączę składniki do uzyskania gładkiej masy. W osobnej misce ubijam białko ze szczyptą soli na sztywną pianę i dodaję do ciasta. Smażę placuszki na dobrze rozgrzanej patelni, z użyciem odrobiny oleju. Podaję z ulubionymi dodatkami. :)


Wybaczcie mi tak długą nieobecność na Waszych blogach, szkoła to piekielny czasopochłaniacz...
A nawiązując do początku posta... przemyślcie to razem ze mną!


Spodoba Ci się również

Subscribe