236

Halo, halo, czas najwyższy, by wreszcie opuściły mnie wszelkie możliwe fizyczne dolegliwości i psychiczne nadszarpnięcia ostatniego, dość nerwowego czasu. Pochorowałam sobie troszkę narzekając na zaległości szkolne tym spowodowane, więc zarazeczki przyszły ponownie, tym razem w nieco ""bardziej"" fortunnym. Liczę, że uda mi się je szybko załatwić(biedna pani doktor będzie mnie już mieć dość), a sama zająć się muszę tą duchową stroną, bo ta też ostatnio nieco podupadła. Nie jestem pewna, czy to przez brak słońca, a co za tym idzie witaminy D, czy po prostu kryzys szkolny mnie dopadał(chociaż jeszcze nie powinien).

Trochę się też wypalam blogowo, a przynajmniej takie mam wrażenie. Chociaż to akurat jest chyba kwestią braku materiału-w ciągu tygodnia naprawdę kiepsko o jakiekolwiek zdjęcie, bo wracając do domu, zastaję półmrok, ewentualnie popołudniową szarugę, a do pisania tekstu inspiracji brak/mam już dość dłuższych form wypowiedzi po tych wszystkich pseudo rozprawkach, analizach tekstów literackich, artykułach ograniczających mnie w 250 słowach i listach do słów 130(sic!).

Mniejsza o to, mam dwa tygodnie, będą pełne wrażeń, bo przecież wielomianki i funkcyjki są takie pasjonujące, jeeej!
A tak serio, nienawidzę dzielić czasu na "przed" i "po" maturze. Utrwalił się on już w mojej podświadomości na dobre, niestety, ale będę go tępić, i jeśli coś fizycznie mogę robić już teraz, nie będę się ograniczać, bo nie dam sobie wyjąć kolejnego pół roku z życiorysu.
(I w imię tych słów pogram sobie w Wiedźmina!!)
Ewentualnie pouczę się angielskiego, poczytam Szewców(do twardego rzygu-Witkacy miał rację) albo po raz kolejny zdejmę wszystkie książki z półki żeby poukładać je na nowo.

A żeby dopełnić świątecznego klimatu-wczorajsza tęczusia.

























Trzymajcie się! I nie dajcie sobie wcisnąć kłamstw, że śnieg jest niezbędny by mieć fajne święta! :)
(Przecież deszcz też jest super, nie?....nie?

Spodoba Ci się również

0 komentarze

It means a lot, thank You!

Subscribe