Nasze różnice, smutek, chaos i 13 powodów

Obejrzałam ostatnio serial (a raczej wreszcie go skończyłam, bo trochę mi to zajęło - najpierw był brak czasu, później kończyć nie chciałam, bo zwyczajnie było mi trudno i się bałam). Serial, który wzbudza dyskusje, kontrowersje nawet. Obejrzałam, a moje myśli wciąż wracają. Do czego? Do powodów. Trzynastu.

Najpierw nie chciałam pisać pod wpływem emocji. Teraz siedzę wpatrzona w niebo, śledzę zmieniające się barwy chmur i dochodzę do wniosku, że chyba właśnie dlatego miewam problemy z tworzeniem na bloga - bo mój umysł ciągle gna, jest w chaosie, a ja nie potrafię stworzyć porządnego (uporządkowanego) wpisu, który odnosiłby się do serialu i jednocześnie zawierał treść merytoryczną. To chyba nie ja, choć bardzo bym chciała - wiecie, wizerunek naukowca, psycho-to-be, solidne teksty. Niestety. Ten też będzie naszpikowany emocjami, opiniami, refleksjami i spostrzeżeniami. Dziś też będę błądzić, zamiast ładnie opracować jeden temat. Znów na koniec pomyślę: piękny tekst o niczym. I to już ja. Zwłaszcza, gdy coś mnie porusza, gdy dotyka tych warstw najgłębszych, tak rzadko poddawanym dyskusji w życiu codziennym. Zwłaszcza, gdy próbuję pomieścić w sobie wszelkie sprzeczności, czerń, biel i każdy odcień szarości. Zwłaszcza, gdy próbuję zrozumieć, porzucać kolejne punkty widzenia, zostawiać w tyle swój jaizm. 
I właśnie tak jest z "13 reasons why".


Chciałabym, byśmy na początku przyjęli pewne założenie, uznali to za podstawową i niepodważalną prawdę. I przypominali sobie o niej każdego ranka, by stała się automatyzmem, by zajęła miejsce wszelkich stereotypów i mierzenia innych swoją miarą, co stety niestety nasz mózg czyni. Różnimy się od siebie, wszyscy bez wyjątku. I spośród całej tej mojej plątaniny myśli ta jedna wyklarowała się nadzwyczajnie jasno - chyba nie bardzo mam prawo mówić w akcie pocieszenia "wiem co czujesz". Bo jedynie mi się wydaje. I wiem, co JA czułam w podobnej, czy nawet niemal identycznej sytuacji. Ale. Ta sytuacja nigdy nie jest identyczna, to raz. Dwa - czujemy inaczej. Widzimy inaczej kolory, inaczej odbieramy dźwięki, mnie przy temperaturze 20 stopni w t-shircie jest zimno, Tobie nie. A jeśli różnią nas tak podstawowe i, zdawałoby się, oczywiste parametry - co dopiero gdy przyjdzie mówić o reakcjach emocjonalnych, o zachowaniu, jakie podejmiemy w ich następstwie, o skojarzeniach, jakie się pojawią, o myślach, jakie wygenerują. Nie mamy pojęcia. Nie możemy zakładać.

Tak sobie czytałam opinie rozrzucone w Sieci: że Hannah, do przedostatniego odcinka nie miała powodu by się zabić. Że każdy z nas wiele przeszedł w szkole, wiele trudów zniósł będąc nastolatkiem, a jakoś żyjemy. Że to serial o nastolatce, która widziała problem we wszystkich, tylko nie w sobie samej. 
I w obliczu tego, co obecnie czytam o wysokiej wrażliwości oraz wszystkiego tego, czego zdążyłam dowiedzieć się podczas dwóch lat studiów, czuję się rozdarta, bo chcę krzyczeć, ale krzyk nic nie zdziała. Więc postanawiam sobie tylko, by nigdy nie zakładać, że wiem. By nie odbierać komuś prawa do tego, jak on się w danej sytuacji czuje, jak ją odbiera i na nią reaguje. Bez "bo ja", "ja bym". 


Chciałabym napisać też o Efekcie Motyla, o lawinach zdarzeń wywołanych drobnym gestem, w których prawdziwość wierzę z całych sił. Chciałabym przelać cały swój smutek wywołany świadomością, że tak wiele kobiet na świecie cierpi i nie umie ułożyć sobie życia przez wykorzystanie seksualne, przez gwałt, przez kultury, które nie uczą szacunku, przez nas, którzy na to pozwalamy, zarówno wobec siebie samych jak i wobec nieznajomej/nieznajomego na ulicy. Chciałabym wymienić 13 i mnóstwo innych powodów, dla których warto żyć, nawet gdy chwilowo czujesz, że zupełnie nie masz już po co. 

Nigdy nie chciałam się zabić, lecz były dni, kiedy chciałam zniknąć. Kiedy myślałam, że byłoby lepiej, gdyby ta Natalia, którą widzę w lustrze każdego ranka po prostu nie istniała. Nie wiem, co czuła Hannah. Nie wiem, co czułeś, lub wciąż czujesz Ty. Ale mogę wysłuchać, pozwolić Ci mówić. I kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze, choć duuużo muszę sobie jeszcze w głowie poukładać, nim przystąpię do profesjonalnej pomocy. Mam czas. Chcę. I wiem, że nie chcę byś cierpiał, nie chcę, by ktokolwiek czuł się samotnie z całym światem zwalającym się na głowę, jak Hannah. 
Wiem też jednak, że czasem wszystkie te chęci nie wystarczą, że wyciągniętą dłoń trzeba złapać, ba, choćby spróbować, chociaż skierować swój wzrok w jej stronę. 

Wiem, że ten tekst to chaos. Lecz niech konkluzja będzie przynajmniej jedna - jesteśmy różni. Szanujmy to. Szanujmy siebie. Bądźmy ciekawi swoich historii.
Spróbujmy coś zmienić.

Spodoba Ci się również

6 komentarze

  1. Lepiej bym tego nie opisała. Dziękuję N., za ten tekst i wszystko inne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie planuję oglądać serialu, ponieważ boją się, że tematyka mnie przytłoczy. Podoba mi się ogromnie ten fragment twojego wpisu: "Więc postanawiam sobie tylko, by nigdy nie zakładać, że wiem. By nie odbierać komuś prawa do tego, jak on się w danej sytuacji czuje, jak ją odbiera i na nią reaguje.". Fantastycznie ujęte!

    OdpowiedzUsuń
  3. na mnie 13 powodów zrobiło piorunujące wrażenie. myślę, że co poniektórym gagatkom przydało by się go zobaczyć. takim co tyranizują, zadręczają i ranią ludzi wokół siebie. bo choć serial wydawał mi się momentami przerysowany, to akurat w tym przypadku nie nazwałabym tego wadą.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też się bałam i bardzo go przeżywałam, po obejrzeniu towarzyszył mi wraz z przytłaczającym emocjami jeszcze kilka dni. Wspaniale, że umiesz dbać o siebie i nie robisz tego, co mogłoby zle na Ciebie wpłynąć 🌸

    Dziękuję! 💗

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, byłoby fajnie, gdyby takie osoby zechciały w ogóle odnieść cokolwiek do siebie...ale tak to bywa, że nieczuli i raniący są ślepi emocjonalnie i mają ogromne braki w tym zakresie. Zawsze sobie zadaję pytanie - skąd to wynika i czy przeszłość, jakakolwiek by nie była, może tłumaczyć i usprawiedliwiać złe czyny dorosłego człowieka?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję również 🙏🏻💗

    OdpowiedzUsuń

It means a lot, thank You!

Subscribe